Prawdopodobnie najlepszy
portal analityczny w Polsce
poświęcony energetyce



Wracamy do atomu. Czy znowu na papierze?

Kategoria: Atom

tagi: elektrownia atomowa Hinkley Point Ministerstwo Energii Komisja Europejska 

 

Jeśli wierzyć zapowiedziom Ministerstwa Energii, to na koniec pierwszego kwartału tego roku powinniśmy poznać kilka ważnych elementów programu polskiej energetyki jądrowej. Program, formalnie ciągle istnieje, choć nie do końca wiadomo, w jakiej formie 

Druga połowa ubiegłego roku upłynęła pod znakiem nadzwyczajnej aktywności  „jądrowej” Ministerstwa Energii. Ogłoszono cały szereg zapytań ofertowych, dotyczących rozmaitych prac dla energetyki atomowej w dość szerokim zakresie – od materiałów edukacyjnych dla nauczycieli, przez sondaż opinii publicznej, po niezwykle specjalistyczne zagadnienia jak problemy spawalnicze czy porównanie zaawansowanymi metodami radiotoksyczności wypalonego paliwa z dwóch typów reaktorów – EPR francuskiej Arevy i AP 1000 amerykańskiego Westinghouse.

Jak tłumaczy zapytane przez nas ME, działania te wpisują się w trzy główne zadania: promowanie udziału polskiego przemysłu w Programie Polskiej Energetyki Jądrowej; prowadzenie działań informacyjnych i edukacyjnych nt. energii i energetyki jądrowej i zapewnienie efektywnej realizacji programu.

Natomiast skupienie ich w okresie wrzesień-grudzień 2016 r. było „warunkowane dostępnością środków budżetowych, jak również – dla części zapytań – wnioskami ze sprawozdania dla Rady Ministrów z realizacji Programu PEJ w latach 2014-2015”. Sprawozdanie to rząd przyjął 14 października, chociaż wynikający z ustawy Prawo atomowe termin minął 30 czerwca. Ustawa precyzuje też, że przyjęcie ma nastąpić w formie uchwały. Jeżeli tak się stało, to ciekawe, dlaczego uchwała ta nie została do dziś (12 stycznia 2017 r.) opublikowana w Monitorze Polskim?  

Ale z odpowiedzi samego ME wynika, że wnioskami z uchwały jest zobowiązanie do „przygotowania i przedstawienia zaktualizowanego harmonogramu realizacji Programu PEJ. Ministerstwo Energii kontynuuje prace nad jego aktualizacją, w tym założeń dotyczących optymalnego modelu finansowania inwestycji oraz postępowania przetargowego. Ich wyniki zostaną przedstawione w I kwartale 2017 r., a aktualizacja samego Programu - do końca 2017 r.”

Czyli, trzymając się obiecywanych przez resort terminów, pod koniec marca powinno być mniej więcej wiadomo, co rząd wymyślił, aby zastąpić kontrakt różnicowy, który minister energii Krzysztof Tchórzewski parę miesięcy temu odrzucił jako zbyt drogi. Taki kontrakt gwarantuje bowiem inwestorowi czyli polskim spółkom energetycznym stałą cenę niezależną od sytuacji na rynku. Pozwala to sfinansować niezwykle kapitałochłonną inwestycję, jaką jest elektrownia atomowa.

Przynajmniej z grubsza  powinniśmy też się dowiedzieć, jak ma wyglądać sposób wyłonienia wykonawców, dostawców itd. Półtora roku temu ujawniliśmy, że KE dała – nie wprost, ale dała - Polsce zielone światło na niestosowanie zasad Prawa zamówień publicznych w postępowaniu zintegrowanym, czyli pomyśle, jak jednocześnie wyłonić partnera (inwestora) strategicznego, dostawcę technologii oraz zapewnić finansowanie projektu. W praktyce może to oznaczać, że formalnie żadnego przetargu nie trzeba rozpisywać. Nie wiadomo jednak na razie czy obecny rząd będzie chciał kontynuować formułę wymyśloną przez poprzedni.

Efektem decyzji rządu z 14 października było prawdopodobnie zapytanie ofertowe o analizę potencjalnych systemów wsparcia dla elektrowni jądrowej. O szczegółach nic nie wiadomo, co niespecjalnie dziwi, bo potencjalny wykonawca – zgodnie z wymaganiem ME – miał niecałe 4 tygodnie na przygotowanie tej analizy.

Jeszcze przed decyzją rządu Agencja Rynku Energii wygrała zlecenie na aktualizację analizy porównawczej kosztów wytwarzania energii elektrycznej w elektrowniach jądrowych, węglowych i gazowych oraz w OZE. ARE zrobiła tą analizę w 2009 r., a pewne jej elementy aktualizowała na zamówienie ówczesnego ministerstwa gospodarki w roku 2011. Z tego ostatniego opracowania wynikało, że elektrownia jądrowa jest konkurencyjna w odniesieniu do wszystkich rodzajów porównywanych elektrowni cieplnych w sytuacji oparcia polskiego systemu o źródła węglowe. Przy nakładach rzędu 3500 euro (z 2005 r.) na kW mocy, atom wygrywa z węglem przy cenach uprawnień do emisji powyżej 15 euro (z 2005 r.) za tonę CO2. Jak się dowiedzieliśmy, nowe opracowanie jest w zasadzie gotowe, a jego wnioski są bardzo podobne do tych z poprzednich analiz.

Wreszcie zamówiony przez ME sondaż pokazał rekordowe poparcie dla atomu. Za budową elektrowni jądrowej opowiedziało się 61 proc. uczestników badania z listopada 2016 r., co w stosunku do poprzedniego badania z 2015 r., stanowi wzrost o 10 pkt. Żeby było ciekawiej, po 68 proc. ankietowanych stwierdziło, że elektrownia jądrowa jest dobrym sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Polski i że jest dobrym sposobem walki ze zmianami klimatycznymi. Ciekawe, jaki wpływ na te postawy miało dorzucanie kolejnych miliardów do polskiego górnictwa?

System wsparcia dla elektrowni atomowej trzeba będzie oczywiście uzgodnić z Komisją Europejską. Na razie Bruksela dała zielone światło dla siłowni planowanej przez Brytyjczyków w Hinkley Point, zabezpieczonej kontraktem różnicowym. Ewentualny system wsparcia dla Polski wejdzie na pewno po 2020 r.,  będzie zatwierdzany już po wejściu w życie nowego modelu rynku energii, którego zręby przedstawiła Komisja Europejska w tzw. Pakiecie Zimowym.

W projektach dyrektywy i rozporządzenia Rady UE nie ma żadnych fragmentów poświęconych energetyce atomowej, Komisja największą wagę przywiązuje do rozwoju OZE.  W ogóle można odnieść wrażenie, że w modelu rynku proponowanym przez Komisję Europejską energetyka atomowa słabo się mieści. Model ten oparty jest  w przeważającej mierze na tzw. cenach niedoboru (scarcity prices) wymuszających duże wahania cen w  poszczególnych godzinach doby. Najwyższe mają być w godzinach szczytowego zapotrzebowania.

To preferuje elektrownie konwencjonalne, które  są najbardziej elastyczne i szybko mogą zarówno zwiększyć produkcję, jak i ją zmniejszyć, czyli w praktyce gazówki. Taki model najlepiej współpracuje z niestabilnymi źródłami odnawialnymi.

Elektrownie atomowe są bardzo mało elastyczne, stworzone są do mniej więcej równomiernej pracy przez całą dobę. Stąd rozwój energetyki atomowej w UE stoi pod znakiem zapytania, w tej chwili poza Hinkley Point nową elektrownię atomową planuje tylko fińska Fennovoima oraz Węgry. W obu przypadkach dostawcą technologii jest rosyjski Rosatom, bo jest w stanie zagwarantować stabilność finansową projektu.

Z drugiej strony sama Komisja Europejska w niedawno opublikowanym 4 kwietnia 2016 studium zastanawiała się nad skutkami zamknięcia wielu obecnie eksploatowanych elektrowni atomowych. Komisja zakładała wtedy, że między 2015 a 2050 powinno powstać  od 95 do 105 GW nowych mocy atomowych, aby zrównoważyć zamykanie działających dziś bloków. „Nowe reaktory powinny mieć 80 GW mocy, z czego dwie trzecie przypadnie na Wielką Brytanię i Francję. Inne kraje w których planuje się budowę elektrowni atomowych to Polska, Węgry, Finlandia, Czechy. Słowacja, Bułgaria, Rumunia i Litwa” – czytamy w raporcie. Ale Komisja musiała sobie zdawać sprawę, że budowa tych siłowni to w dużej mierze fikcja. 

Raport został mocno skrytykowany w Niemczech, które chcą zamknąć po 2021 r. swoje jądrówki. Nadal więc nie wiemy czym zastąpimy w UE  kończące swoją pracę w latach 30 i 40 elektrownie atomowe.  

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież



Zamów cotygodniowy newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Akceptuje pliki cookie z tej strony.